08 listopada, 2019

O co chodzi.

Chyba minęłam się z powołaniem- pomyślałam kolejny raz zastanawiając się nad postawionym sobie ostatnio pytaniem. A wszystko to, bo....
Tu wypadałoby obarczyć winą rodziców wyliczając kolejne popełnione błędy, a pierwszy z nich to ten że przyszłam na świat. Ale daruję to sobie, bo jednak jest coś takiego co sprawia że wierzę że każdy z nas ma jakiś powód by tu być i wypełnia swoją karmę, mniej lub bardziej będąc zadowolonym z tego co jest.
W sumie nie jest źle, mam kolejną pasję jaką jest podglądanie życia gołębi, siedzę w domu- co sprawia mi sporą radochę. Przecież od zawsze byłam domatorką, tyle że o tym do pewnego czasu nie wiedziałam  podążając owczym pędem  :) w stronę schematu praca - dom - prace domowe. Nie ukrywam że praca poza domem stanowiła doskonałą odskocznię i odpoczynek od wszelkich rodzinno-towarzyskich obowiązków, które spoczywały  na moich barkach. Może właśnie dlatego, gdy uwolniłam się od części z nich przestając  udawać kogoś kim nie jestem, udało mi się dotrzeć do pewnych predyspozycji, które tkwiły w uśpieniu od czasów dzieciństwa. Niestety wiedza to jedno, a możliwości działania w temacie to drugie. Widocznie wszechświat  nie sprzyjał  odkrywanym zacięciom więc kolejne  nierozwinięte talenty trzeba było porzucić na jakimś etapie poznawczym by przejść do następnego. Pozostało mi zatem zadanie sobie pytania: czy jest coś w czym mogę być dobra od początku do końca?  Niby jest i niby wiem, ale co z tego, skoro nic z tego nie wynika, bo....minęłam się z powołaniem?
A może  nakreślone kiedyś przeze mnie cele  są jednak realizowane i odbywa się to poprzez taką a nie inną ścieżkę życiowych doświadczeń?
W każdym razie jest wiele więzów  i wewnętrznych ograniczeń (z powodu cech osobowościowych), które trzeba pokonać by nie tyle osiągnąć wolność i niezależność w sensie gospodarczo-materialnym, ale  by uwolnić ducha i zacząć czuć (współodczuwać). I może o to właśnie w życiu chodzi?  Nie udawać że się coś czuje, tylko rzeczywiście czuć...bez względu na jakim etapie życia i w jakim miejscu się jest...

07 listopada, 2019

Pracodawca i powołanie.

Pracodawca jak to pracodawca-może być nazwą ogólną, w przypadku dużych firm, lub kimś z kim utrzymuje się codzienny kontakt bezpośredni . Nazwa nie ma znaczenia, bo przecież  chodzi nie o nazwę i stanowisko, ale o relacje międzyludzkie między pracownikami tego samego szczebla, pracownikiem a bezpośrednim przełożonym i tzw. głównym szefem/ kierownikiem działu itp.odpowiednikiem/  lecz nie będącym pracodawcą sensu stricte. Jeżeli relacje międzyludzkie są zaburzone i nie ma przepływu informacji czy zainteresowania ze strony przełożonych o podległy im szczebel, a pracę i stanowisko  traktuje się jako miejsce odreagowania własnych frustracji czy zaspokojenia chorych ambicji /przerost ego/, że nie wspomnę o źródle dochodu z racji pełnionej funkcji- raczej trudno mówić o wysokim poziomie. To samo dotyczy pozostałych pracowników.

Są ludzie, którzy wszędzie widzą problem i mają dwie lewe ręce do wszystkiego ale za to przodują w wymigiwaniu się od pracy. I okazuje się, że w tej dziedzinie wykazują się nagle inteligencją i siłą przebicia. Wspinaczka po plecach innych jest ich żywiołem i drugą naturą. Właśnie oni ,ze względu na te przywódcze cechy, stają się z czasem chorymi liderami. W różnych środowiskach. Sytuacja gospodarcza i polityka państwa może pośrednio działać stymulująco lub hamująco na pojawianie się tego typu zachowań.  I bądź tu mądrym...

Wniosek nasuwa się sam - wypadałoby otworzyć własną jednoosobową działalność gospodarczą  by uniknąć nieprzyjemnych sytuacji,na które mogą nas narazić inni. Ale niestety - nie każdy nadaje się na pracodawcę- nawet dla siebie.
Chcąc z czegoś żyć- kontakty z ludźmi  są konieczne. Jedyne co można zrobić w takim wypadku to utrzymać dystans i prowadzić działalność przez internet , bo wówczas nie ma się styczności bezpośredniej lub po prostu wyprowadzić się na wieś ograniczając relacje do najbliższego środowiska i  natury... :)* o ile ma się jakąkolwiek możliwość zmian.
Jedni żyły z siebie wypruwają by zaistnieć w świecie, a inni uciekają przed światem do... zakonu, o ile mają taką możliwość, tj. znajomości, pieniądze, wiek czy co tam jeszcze potrzeba?......Aaaa....powołanie... Tak - ono do wszystkiego jest potrzebne.
 I z tym osobiście mam największy problem : Do czego tak naprawdę jestem stworzona?

* i nie jest mi wcale do śmiechu

04 listopada, 2019

Próżnia.

Kontynuując wylane wcześniej żale...Oczywiście należy wziąć pod uwagę stan rozwoju gospodarczego kraju i to że agencje/firmy  są różne i podejście do pracownika uzależnione nie tylko od tego jak pracuje ale i od specyfiki firmy. Ale jednego nie można odmówić- tego, że gdy dłuższe przeszkolenie jest  potrzebne - jest ono i teoretyczne i praktyczne, a potem odbywa się przez kilka dni pod okiem trenera tj. wyznaczonej osoby pracującej na miejscu i znającej się na rzeczy. W ten sposób przygotowuje się pracownika do długofalowej współpracy. Inwestując w niego taki właśnie sposób. Reszta to kwestia wynagrodzenia. Ale gdy stawki na określonych stanowiskach są takie same, więc nie ma sensu wówczas zmieniać pracodawcy na innego skoro zagwarantowana jest praca i zarobki pozwalające na przeżycie.
  Przeglądając ogłoszenia zauważam, że niektórzy rekrutujący często wymagają  znajomości jakiegoś programu, który albo jest stworzony tylko dla danej firmy, albo zna go bardzo wąska grupa, co z góry zamyka drogę osobom obcym i niewtajemniczonym przez powiązania rodzinne czy znajomości bezpośrednie. Oznaczać to też może że tak naprawdę ogłoszenie jest bo jest, ale nikt nikogo nie szuka.A może firma reklamuje się w ten sposób i szuka kontaktów? Diabli wiedzą. Ludzie  mają różne dziwne pomysły, które przełożeni nazywają wyzwaniami, chcąc wydusić z pracownika niemożliwe, bo np. sprzedaż określonych produktów jest uzależniona od ilości potrzebujących konsumentów  wydolnych finansowo do nabycia produktu, a nie od dziwacznych pomysłów trafiających w....próżnię .
Howgh

31 października, 2019

Prywatne rodo.

Tak na dobrą sprawę szukanie pracy to niezła rozrywka. Przy okazji ma się kupę znajomych- nieznajomych, którzy sporo o mnie wiedzą, ale nie mają mojego wizerunku :) i... szczegółowych danych.
Po cholerę ktoś ma wiedzieć gdzie mieszkam (poza miejscowością) czy znać dokładną datę urodzenia- skoro mnie nie zatrudni? Takie dane powinno się podawać dopiero pracodawcy, a nie wysyłać byle gdzie...To chyba logiczne. A jeżeli ktoś szuka pracownika po zdjęciu, a nie po doświadczeniu zawodowym - to  już jego problem, nie mój. ;)
Wiele powstało w Polsce w międzyczasie agencji pracy, które są również filiami firm zagranicznych. Różnica między agencją pracy np. w W. Brytanii** a tą w Polsce jest zasadnicza- tam idziesz i rejestrujesz się, krótko wpisujesz najważniejsze dane i na tym koniec. Czekasz na telefon. Nikt Ci nie stawia żadnych oczekiwań i wymagań, tylko kierują danego człowieka do różnych firm na proste stanowiska, nawet na 1-2 dni w tygodniu(oczywiście zapewniają transport*) a reszta zależy od bezpośredniego przełożonego czy kierownictwa obserwującego pracownika w działaniu. Sprawdzasz się- informują agencję telefonicznie których pracowników chcą widzieć u siebie w następnych dniach i z czasem szkolą cię na miejscu na różnych stanowiskach i na różnych działach. Po okresie  3 m-cy, 6 lub roku nie ma problemu z przejściem na kontrakt bezpośredni, zwłaszcza gdy zna się język wystarczająco dobrze. Nawet w ciągu roku można awansować np. na operatora maszyny z wyższą stawką . Wystarczy chcieć...pracować. Znam to z autopsji.
Polska niewątpliwie musi do tego dorosnąć, ale z pewnością nie jest to możliwe w najbliższym czasie z racji nadwyżki osób poszukujących pracy. Na lepsze się nie zanosi z powodu prowadzonej przez państwo socjalnej polityki... demograficznej i zafiksowaniu się na określoną płeć i wiek do prac, które mogą wykonywać wszyscy, a jedynym warunkiem jest przeprowadzenie właściwego szkolenia na stanowisku pracy. A z tym jest  największy problem jak zdążyłam zauważyć pracując w wielu różnych zawodach. Jak można wymagać od pracownika skoro się go właściwie nie przygotowało do stanowiska- od A do Zet?
* niektóre agencje podjeżdżają busem pod miejsce zamieszkania i zabierają pracownika z domu, inne robią zbiórkę w centrum mniejszej miejscowości, lub zabierają w określonych punktach
** agencja jest pracodawcą/ firmą/ do momentu aż ją opuścisz, płaci za urlop, wydaje końcowe dokumenty (gdy zmieniasz pracodawcę) z zaznaczonym okresem przepracowania i zarobioną kwotą z wysokością odprowadzonego podatku - to dostarcza się następnemu pracodawcy, który kontynuuje naliczanie- gdy zmieniło się pracę w ciągu roku podatkowego.

30 października, 2019

Na uboczu.

Nie mam co robić, bo nie pracuję- więc piszę sobie od czasu do czasu, wylewając żale zamiast łez. Im bardziej  jestem nikim- tym więcej mam do powiedzenia. Mam nadzieję, że dożyję do najniższej emerytury, bo przecież parę lat przepracowałam. Potem dopiero będę mogła ze spokojem wybierać w pracach dla emerytów, by utrzymać się przy życiu, o ile w ogóle będzie mi jeszcze na tym zależeć. Taka bajka. Tymczasem zrezygnowałam z basenu i zastanawiam się czy prowadzenie floga i bloga jest wystarczająco silną motywacją  by tu być. Myśl o ponownej emigracji "za chlebem" krąży mi coraz częściej po głowie i kto wie ...przecież  po części w tym kierunku podążają moje wstępne działania związane z układami w rodzinie. Przekazanie pałeczki, by pewne sprawy były dopilnowane i tak kiedyś musiałoby nastąpić.

27 października, 2019

Kobieta (nie)pracująca.

Śledzę od dłuższego czasu , kto mnie odwiedza. Jest taka możliwość - to patrzę, a co mi tam.Miałam odwiedziny na blogu z Indonezji, USA, teraz ze Szwajcarii- co jest zrozumiałe, ale że zahaczyło o Holandię- tego się nie spodziewałam. Moje związki z Holandią ograniczyły się do odwiedzin w agencji pracy parę lat temu.  Niestety mój angielski był zbyt kiepski by znaleźć tam zatrudnienie albo może byłam zbyt wiekowa i nie pasująca do towarzystwa werbującego do pracy na kolanach np. z cebulkami kwiatowymi ? Kto wie.
Przypuszczam, że dobrze się stało :) Zwykle wysyłam CV dwa razy w jedno miejsce w odstępie co najmniej rocznym, potem firmę odhaczam i przestaje dla mnie istnieć. Zależność jest prosta- pracodawca zależy od pracy pracowników, ale...pracownik nie musi podporządkować się pracodawcy gdy firma nie spełnia oczekiwań lub bezpośredni przełożeni nie są na poziomie. W krajach o wielowiekowej ekonomii kapitalistycznej już to wiedzą. U nas mamy stadium raczkowania więc pracodawcy trafiają się różni.
W poszukiwaniu pracy, której podobno jest multum znalazłam takie ogłoszenie- wnioski osobiste przemilczę, bo dotyczą części ogłoszeń o pracę na niby. A może raczej ktoś zarabia/ korzysta z danych osobowych wysyłanych w cv do nieistniejącego pracodawcy? W każdym razie nie mogłam się oprzeć by nie zrobić tych zdjęć.
                       
                                         

20 października, 2019

Wisielec z Radomia.

Z racji przebytych doświadczeń życiowych mam awersję do....tu dobrze byłoby zrobić rachunek sumienia i sporządzić  listę rzeczy wzbudzającą niechęć do życia i ewentualnego otoczenia. 
Wygląda na to, że moja lista okazała się kiedyś  nie do przeskoczenia, więc wyprowadziłam się z własnego mieszkania, pozostawiając Życiu rozwiązanie istniejących problemów. Przy okazji "wygnania na własne życzenie" spotkałam parę osób, którym  nie przeszkadzał mój status osoby posiadającej nic i pozbawionej własnego lokum. Dzięki temu mogłam przekonać się kto jest kto, bez podejmowania  większych starań i zobaczyć na kogo mogę liczyć i czy... w ogóle.
Z racji dawnego dobrego wychowania, pominę milczeniem niewłaściwe zachowania, które  pozbawiły mnie złudzeń , że ktoś myśli o czymś więcej niż o własnym czubku nosa. 
O większym zadowoleniu z obecnej sytuacji pisać nie będę, chociaż... porównuję mój stan do stanu  "Wisielca" * a to już jest coś.
Wygląda na to, że mimo iż wszelkie karty same w sobie odrzucają mnie na samą myśl o nich -z racji  kilkukrotnego przejedzenia , ale za to dobrze mnie opisują.Przynajmniej ta jedna. Będąc odwrócona do góry nogami nie mogę podejmować działań więc rozwiązanie przychodzi samo bez większego wysiłku z mojej strony, a jedyną rzeczą jaką miałam  do zrobienia było kiedyś opuszczenie mieszkania. Cierpliwość i zaufanie życiu okazały się zbawienne a swoiste ubóstwo - znacznie rozszerzające horyzonty myślowe.
PS. Zdjęcia Wisielca oczywiście nie zamieszczę, bo nie mam obok siebie profesjonalisty, który ładnie obrobiłby zdjęcie zamiast obrobić mnie....
Z ostatniej nadziei i wiary... :)

*/https://pl.wikipedia.org/wiki/Wisielec_(tarot)/

16 października, 2019

Ku pokrzepieniu serc i dusz.

Dziś od samego rana zabrałam się z werwą do pracy. Odpaliłam kompa, zalogowałam bloga i przystąpiłam do meblowania się. Po pierwsze- zaczęłam od siebie - uaktualniłam profil, co zajęło mi blisko godzinę. Dodałam ulubione blogi, obserwatorów i tłumacza / tak dla dekoracji/.Spośród dostępnych blogspotowemu ogółowi gadżetów wybrałam te, które aktualnie widnieją po prawej stronie.Nie wiem jak ma się to u innych, ale ta strona oddaje w zupełności moje lewicowe poglądy, chociaż tak między Bogiem a prawdą mówiąc, poglądy to jedno, a człowieczeństwo to drugie.Niestety ze względu na dość szerokie spektrum rozszczepienia pojęcia człowieczeństwo, czasem lepiej pozostać tylko przy poglądach, żeby nie było przekłamania gdy nie sprawdzimy się jako człowiek w konkretnej sytuacji. Dlatego z chęcią odwracamy oczy czy zasłaniamy się np.przepisami, żeby nie widzieć miejsc, sytuacji i ludzi, które wymagałyby podjęcia jakichkolwiek działań zapobiegawczych, zwłaszcza wtedy gdy obrośliśmy w piórka i mamy wiele do stracenia. Bo po co schodzić z piedestału, skoro można na nim tkwić i odgrywać wybraną przez siebie rolę? A może uda się z niej nie wypaść w trakcie życia? Wtedy już ze spokojem  zamkniemy oczy u kresu dni, by z radości spełnionego obowiązku wobec ...siebie , obudzić się w.... zaświatach. O ile w ogóle przebudzenie jest tam możliwe. Bo wygląda na to, że przebudzenie jest możliwe tylko  tu na Ziemi, a nie po śmierci ciała.  Z obserwacji przyrody bowiem wynika, że jak wszystko dookoła , śmierć to zmiana  stanu... skupienia  materii, a nie stanu... Ducha. :) Więc może nadszedł właśnie czas by...dojrzeć...*?
*= dostrzec coś, kogoś
=dorosnąć, przestać być niedojrzałym dzieckiem domagającym się uwagi otoczenia, egocentrykiem
  

14 października, 2019

Nie ma to jak rodzina.

Po zmianie nagłówka bloga chwilowo wydaje mi się, że usadowiłam się wreszcie w jednym temacie. Chciałam napisać- ujaiłam, *ale rozterki związane z pisownią ,jak widać niezbyt skutecznie, odwiodły mnie od użycia wytłuszczonego słowa. W rezultacie, wyciągnięty z zakamarków pamięci wyraz zaistniał we wpisie, a ja  zasiadłam na grzędzie. Nic więc dziwnego, że zdecydowałam się pisać o jajach, czyli o robieniu w konia. Nie jest to co prawda adekwatne do mojego stanu posiadania na 100%, bo nie mam styczności z koniem, ale jaja zawsze jakieś się znajdą. Jak nie po sąsiedzku, to z racji posiadania pary gołębi, albo po prostu w lodówce.
Zbudowana własną decyzją i odwagą wyruszam ponownie w dalszą drogę życia z jajami. Nareszcie zaczęłam je też zauważać  u siebie, co dobrze rokuje na przyszłość.Przy okazji ufarbowałam sobie włosy, tak sama z siebie, bez wytykania palcami i wzroku pełnego politowania ze strony ukochanych bliskich. Nie ma to jednak jak odchowane własnoręcznie potomstwo i wykarmione mlekiem  z... odciągaczki pokarmu.

Ps. Będąc posiadaczką kilku świeżych ,zeszłorocznych, a nawet  sprzed trzech lat zdjęć /podobno bliskiej  rodziny/ - nie zamieszczam ich we wpisie, by nie naruszyć tzw. dóbr osobistych...oczywiście moich.Bo przecież kto by tam myślał o innych....
* = zasiąść na jajkach