27 maja, 2020

Własnym sumptem.

No i poszło...było, minęło. W zasadzie znalazłam przyczynę psycho-fizyczną , nazwałam ból na miarę szczątków posiadanej wiedzy: zapalenie ścięgna mięśnia dwugłowego ramienia  i okolic.  Zbadałam zakres ruchu, który wskazywał, że rękę mogę podnieść ale tylko za pomocą drugiej ręki ( czyli w bezwładzie ruchu biernego).  Ból ciągnął się od przedramienia do ramienia z odgłosem przeskakujących kosteczek. Zastosowałam terapię- krótki masaż  co kilka godzin plus żel rozgrzewający (  z arniki )  naprzemiennie z chłodzącym ( alkohol 60% z miętą ). Ten sam zestaw w kąpieli ( gorąca i zimna woda) plus masaż ostrą gąbką. Apogeum bólu przypadło na 2 i 3 dzień. Dzisiaj ręka zdaje się być sprawna na tyle że mogę ją podnieść swobodnie do góry i nalanie wody do czajnika nie jest już problemem. No i znowu mogę włożyć t-shirt :) Przywaliło mnie nieźle...zwłaszcza, że sytuacja życiowa ulega zmianie i stąd to użalanie się nad sobą...

4 komentarze:

  1. ja nie wiem, czy na miejscowe stany zapalne żel rozgrzewający to dobry pomysł, co prawda dla równowagi z chłodzącym, ale to trochę jak poganianie konia batem na zmianę ze ściąganiem mu cugli, koń w końcu może zgłupieć od tego... ale skoro ręka działa już lepiej, to moje wątpliwości tracą sens...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, i sprawdziłam przy okazji udźwig-wrócił do normy.

      Usuń
  2. Ten ból to tak sam od siebie, czy też efekt jakichś fikołków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem prozaiczny. Fikołkami to próbowałam mu zaradzić, bo początkowo myślałam, że muszę sobie bark nastawić... Ale nie tędy droga...

      Usuń