04 czerwca, 2020

Punkt odniesienia.

Fenomen wierzeń (w cokolwiek).... polega na tym, iż podświadomie człowiek szuka czegoś trwałego w zmieniającym się ciągle świecie. Jak bowiem życie  pokazuje wszelkie związki międzyludzkie są równie kruche i nietrwałe jak wszystko wokół i ulegają rozpadowi. Jeżeli nie z przyczyn naturalnych- to wskutek podejmowanych  przez człowieka działań. Wszelkie wierzenia są zatem czymś stałym, czymś co stanowi punkt odniesienia, na którym można się zakotwiczyć. A że jedni wierzą w święte księgi, bóstwa, a inni w siły Natury,  naukę lub nic- jakie to ma znaczenie? Być może chodzi tylko o jakieś miejsce w którym można się zakotwiczyć, by nie być rozbitkiem  w morzu życia?

6 komentarzy:

  1. „Rozbitkiem w morzu życia” można zostać bez względu na wyznawaną wiarę, czy jej brak. W moim mniemaniu wiara jest de facto malowaniem absolutnego ideału na bazie naszych frustracji, to znaczy na tym, czego pragniemy, ale nie możemy w żaden sposób osiągnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jakby nie patrzeć nawet w nic nie wierząc /wierząc mamy wtedy punkt odniesienia do którego się w jakiś sposób odwołujemy w swoich działaniach lub przekonaniach. Coś stabilnego na danym etapie poznania...Tak myślę...
      Ciekawie ująłeś pojęcie wiary...chociaż bardziej opis odniosła bym do przedmiotu wiary,a ją samą potraktowałbym jako stan ucżuć/czucia...
      katasta
      katasta227

      Usuń
    2. Spojrzyj na to racjonalnie. Skoro wierzysz (nieważne w co/kogo) i szukasz zakotwiczenia, zawsze możesz się zawieść (nawet na najbliższej osobie). Teoretycznie absolut nie powinien Cię zawieść, ale to się sprawdza TYLKO w sytuacji, jeśli od tego absolutu niczego nie oczekujesz. Jaki sens ma wtedy to zakotwiczenie?

      Pewnie, że możesz kochać kogo Ci się żywnie podoba. Jeśli więc nie chcesz, aby Cię ta miłość zawiodła, Twoja miłość musi być stricte platoniczna.

      Usuń
    3. Osobiście uważam,że każdy z nas powinien być zakotwiczony w sobie/w swoich stałych wartościach bo wtedy ma ostoję ,,na miejscu ,, i nie potrzebuje na codzień fatygować jak to napisałeś:absolutnego ideału wytworzonego na bazie własnych frustracji.Zresztą jeżeli by tak było to każdy najprawdopodobniej miałby własne przedmiot tzw.kultu...
      Wiara to stan,kiedy w coś wierzysz i niekoniecznie jest to przecież religia...
      katasta

      Usuń
    4. Nie żebym się wymądrzał, po prostu mnie zaciekawiłaś. Piszesz: „każdy z nas powinien być zakotwiczony w sobie/w swoich stałych wartościach bo wtedy ma ostoję” (?) Co ma być owymi „stałymi wartościami”? W świecie nie ma nic stałego (chyba, że coś przeoczyłem), a „wartości”, przynajmniej w moim rozumieniu, też podlegają prawom ewolucji, nawet jeśli tylko w czasie naszego krótkiego życia.

      Usuń
    5. Stałe wartości,może zabrzmiało to nieco górnolotne,ale wg.mnie jest to coś do czego odwołujemy się podczas podejmowania indywidualnych decyzji.Dla jednych jest to np.sumienie,dla innych pieniądze,uczucia lub emocje .O taki kontekst mi chodzi...a nie o konkretną stałą .
      katasta

      Usuń